Dwie sukienki z jednego modelu (Burda 9/2016 mod. 113)

Dwie sukienki z jednego modelu (Burda 9/2016 mod. 113)

Miałam spotkanie. Ważne. Bardzo ważne. Potrzebowałam wyglądać oficjalnie. Wiadomo, że jak cię widzą, tak cię piszą, pierwsze ważenie jest ważne, ubraniem można dodać sobie pewności siebie i tak dalej. Otworzyłam szafę. I klapa. Co było dobre i odpowiednie jeszcze kilka miesięcy temu, jest już za duże. Nie chcę tutaj narzekać na utratę kilogramów, bo koleżanki mnie posiekają, jednak nawet taka zmiana sylwetki niesie za sobą pewne negatywne konsekwencje. Jedną z nich jest powtarzane zbyt często  stwierdzenie : Nie mam się w co ubrać! Coś tam wygrzebałam z dna szafy i jakoś to było. “Coś” i “jakoś” najlepiej oddaje rezultat moich starań. To jednak dopiero początek historii.

Postanowiłam sobie uszyć sukienkę na takie „oficjalne” okazje. Za inspirację posłużyła mi Burda 9/2016 model 113. Oryginał wygląda mało poważnie, ale to mnie nie zraziło absolutnie.

Sukienka z burdy

A tak wygląda oryginalna sukienka. Burda 9/2016 model 113.

Oczywiście ja, jak to ja, nie potraktowałam wykroju dosłownie. Zamiast golfu mam dekolt – pęknięcie, a marszczenie spódnicy zmieniło się w mini-zakładki (tego nie było w planach, ale marszczenie poszerzało mnie jeszcze bardziej, niż te zakładki). Wszyłam też pasek, bo już po skrojeniu zorientowałam się, że talia wyszła zdecydowanie za wysoko. Sukienka uszyta została z dość sztywnej bawełny z lycrą i dobrze dopasowana do sylwetki. Z tyłu oczywiście zamek.

Granatowa sukienka z bawełny

A jednak znalazłam zdjęcie w granatowej sukience, na którym wyglądam słodko.

Tak mi się spodobała, że od razu uszyłam drugą z tego samego wykroju, lecz zamiast tkaniny wybrałam miękko dzianinę. Tym razem zostawiłam okrągły dekolt, a dół pozostawiłam jak w oryginale, czyli marszczony. Już przy krojeniu przedłużyłam górną część sukienki, by nie mnożyć niepotrzebnych szwów. Nie chcąc wszywać zamka, nie dopasowywałam sukienki w talii.

zielona sukienka

Udało mi się zabawić Frajdę piłeczką. Mam minutę spokoju na zdjęcia.

Po szyciu przyszedł czas na zdjęcia. Szybka sesja, jak to bywa, gdy moim fotografem jest Ślubny. Piętnaście minut uspokajania Frajdy, by skakaniem nie pobrudziła sukienki lub nie zniszczyła aparatu, później obrót w prawo, obrót w lewo. Szybkie przebranie, powtórka z Frajdą i obrotami. Koniec.

Prawda, że szybko?

Kilka wieczorów później Próbując wybrać odpowiednie zdjęcia bardzo się zdziwiłam. Wszystkie zdjęcia w granatowej sukience wyszły sztywne i nieciekawe. Oficjalne. Wyglądam na nich na spiętą, zestresowaną, sztuczną. Nie było co wybrać. Natomiast zdjęcia w zielonej są zabawne, lekkie i swobodne. Oczy mi się śmieją, a buzia promienieje. Sztywna sukienka powędrowała do szafy, może kiedyś się przyda, a może znajdzie właścicielkę, której będzie zdecydowanie lepiej pasować. Zielona została moją ulubioną.

I tak to, takie same sukienki okazały się być całkiem inne. I naszła mnie refleksja. Ważne jest nie tylko, jak w danej rzeczy wyglądamy, ale przede wszystkim, jak się w niej czujemy.

Jeszcze jedno zdjęcie na koniec:

Buty okrutnie skracają mi nogi, ale czy wyglądam, jakbym się tym przejmowała?

Buty wybrane do zdjęcia okrutnie skracają mi nogi, ale czy wyglądam, jakbym się tym przejmowała?

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Udostępnij:

1 Comment

  1. Obie sukienki wyglądają świetnie. Granatowa bardzo elegancka, kobieca i “profesjonalna” – Ogromnie mi się podoba – skłaniam się delikatnie w jej kierunku ze względu na piękny odcień granatu. Z kolei zielona wyglada na niezwykle wygodną czyli taką jakie lubie najbnardziej :)

    Reply

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>