Miesiąc w spódnicy, czyli jak spełniłam marzenie sprzed kilkunastu lat.

Miesiąc w spódnicy, czyli jak spełniłam marzenie sprzed kilkunastu lat.

To już miesiąc, od kiedy postanowiłam, że chodzę tylko w spódnicach. Miało być wyzwanie. Trud. Wyrzeczenia. I…. nie ma. Jest dobrze, przyjemnie, naturalnie i bez wyrzeczeń. Dlaczego jest tak fajnie napiszę innym razem. Na podsumowanie dwóch miesięcy w spódnicy, pół roku, albo kiedyś. Dziś trochę wspomnień.

O wspomnienia zatroszczyła się moja najnowsza spódnica. Dżinsowa, długa, z kontrafałdami.

Wiele lat temu odwiedziłam Nowy Jork. Spędziłam tam prawie pół roku. Miałam okazję zaobserwować, jak kobiety z całego świata pięknie różnią się między sobą. Nie wiem, czy to wciąż aktualne, ale wtedy już z daleka, nie widząc twarzy, można było ocenić skąd pochodzi zbliżająca się osóbka płci żeńskiej. Wątpię, czy wiele się w tej kwestii zmieniło. Chinki i inne delikatne kobiety ze skośnymi oczami wybierały ubrania o nierzucających się w oczy kolorach i zgrabne czółenka z ostrym noskiem. Latynoski chodziły na koturnach i nosiły kwieciste sukienki z falbanami i szerokimi dekoltami. Afroamerykanki miały słabość do sportowych butów i łączenia ze sobą intensywnych kolorów. Hinduski wybierały sandałki z cieniutkich paseczków i zwiewne tkaniny. Słowianki nosiły ubrania blisko ciała, a Rosjanki wyróżniały się intensywniejszym makijażem. Typowe białe mieszkanki Nowego Jorku miały styl eklektyczny, jak Carry Bradshow z „Seksu w wielkim mieście”, bo chyba nie da się inaczej, przy takiej ilości inspiracji. A młode Żydówki chodziły w długich dżinsowych spódnicach, a na stopach miały mokasyny. Podobało mi się, jak płynęły po chodnikach.

Taką właśnie dżinsową spódnicę chciałam wtedy mieć. I nigdzie nie znalazłam. Ciągle nie wiem, gdzie one je kupowały, bo w poszukiwaniu obiektu moich marzeń odwiedziłam zarówno duże centrum handlowe, jak i malutkie sklepiki w żydowskiej dzielnicy.

Teraz po latach spełniłam marzenie. Udało mi się kupić odpowiednią tkaninę i proszę. Jest. Wprawdzie trochę bardziej obfita niż tamte, które szyte były z trapezu, ale to tylko małe odstępstwo od pierwowzoru. Zainspirowana Nowym Jorkiem będę do niej nosić i mokasyny, i koturny, i tenisówki, i delikatne sandałki, a nawet zgrabne czółenka :) Cieszę się jak dziecko. Jest piękna, praktyczna, długa do samej ziemi i prawie wszystko do niej pasuje.  Posłużyłam się tym samym wykrojem, co w przypadku tej i tej. Odstępstwem od pierwowzoru są dwie kontrafałdy dodane z tyłu.  Odrobinę mnie poszerza. Postanowiłam to potraktować jako zaletę, muszę tylko pamiętać, by nie nosić do niej tej granatowej bluzki, którą mam na zdjęciach. W każdym razie dodatkowych kontrafały nie polecam kobietom niskim i o bardzo szerokich biodrach, przynajmniej przy sztywnych tkaninach. Dół wykończyłam sposobem, który podpatrzyłam na jednym z zagranicznych blogów, niestety nie pamiętam którym, więc zamiast wstawiać link, pokażę innym razem, jak to zrobić. Chyba powinnam wyrobić sobie w końcu nawyk fotografowania po kolei wszystkich czynności podczas szycia, będzie mi łatwiej tworzyć dla Was tutki.

dzins1

coś niewłaściwą bluzkę dobrałam…

dżins2

ale z tyłu to już tak źle nie wygląda…

A oto jeszcze jedno zdjęcie tym razem w letniej stylizacji. Dobrałam do niej bluzkę z falbaną, kupioną kilka dni temu w SH (second-hand). Podobno takie bluzeczki odsłaniające ramiona to hit zbliżającego się sezonu – przynajmniej tak wieszczą modowe portale. Brawo ja ;)

dzins3

Udostępnij:

1 Comment

  1. Marzę o długiej, dwóch długich dżinsowych spódnicach, jednej dopasowanej fasonem do mojej sylwetki i drugiej nieposzerzającej bioder (ale z kieszeniami!) i jak najszerszej dołem, żeby się kołysała, szumiała, wirowała :D ehhh

    Reply

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>