O zielonej spódnicy i samozwańczych obrończyniach dobrego stylu.

O zielonej spódnicy i samozwańczych obrończyniach dobrego stylu.

Już był przygotowany na dziś gotowy wpis. O trudnych odcieniach zieleni i z czym je zestawiać. Wszystko poszłoby zgodnie z planem, gdybym, przeglądając moją ulubioną grupę na FB, nie trafiłam na pewien komentarz, będący krytyką poniekąd słuszną, ale całkowicie nieuprawnioną. Zieloną spódnicę zobaczycie więc w późniejszym terminie.

Wszystko poszło o styl. Albo o hejt.

Wyobraźcie sobie Pragę w Warszawie, albo jakkolwiek mało bezpieczną dzielnicę w jakimkolwiek mieście. Na ulicy stoi dziewczyna. Tipsy, kusa bluzeczka, legginsy, na nogach sportowe buty lub szpilki, makijaż dokładnie taki, jak zwykle mają źle ubrane dziewczyny. I drugą. Zgrabny kostiumik, buty na modnym ostatnio słupku, torebka koniecznie w innym kolorze niż buty, ale nie gryzącym się z całością, delikatny makijaż, fryzura prosto od fryzjera. Damulka podchodzi do tipsiary i niepytana o zdanie, zaczyna jej mówić, że źle wygląda i tłumaczyć dlaczego.

Znacie dalszy ciąg tej historii?

W najlepszym wypadku damulka usłyszałaby kilka ostrych słów, od których zwiędłyby jej uszy w modnych kolczykach. W najgorszym spędziłaby resztę dnia na SORze.

Ponieważ w internetach nikt nie bije, to na kobiecych grupach pełno jest takich „stylistek”, które nie pytane o zdanie chętnie udzielają lekcji stylu, oczywiście poprzedzonej krytyką.

Szkoda tylko, że w ten sposób pokazują tylko słomę, co im z butów wystaje. Gdyby naprawdę znały się na elegancji wiedziałyby, że człowiek mający styl i klasę krytykuje w cztery oczy, a chwali publicznie. Wiedza, jak zestawić buty z torebką, jeszcze żadnej damą nie uczyni.

Nie żeby ktoś mnie ostatnio szczególnie skrytykował. Tak bardzo wyróżniającego się stylu nie mam. Niestety, albo na szczęście. Wpasuję się pewnie w ogólnie przyjęte normy, choć bardzie przy okazji, niż jakoś specjalnie, bo nie czuję potrzeby ani wyróżniania się z tłumu, ani specjalnego dopasowania do obowiązujących trendów. Pewne rzeczy są jednak nieuniknione. Często publikuję mój wizerunek w różnych stylizacjach, nie wszystkie na pewno będą się wszystkim podobać, więc przyjdzie dzień, że i mnie ktoś będzie chciał uświadamiać, jak powinnam się ubierać. Uważam jednak, że mam prawo wyglądać publicznie źle, mam prawo ukryć talię, mieć nietwarzową fryzurę, pogrubiającą sukienkę, skracające nogi buty, źle dobraną szminkę i całkowicie od czapy torebkę. Od razu więc złożę oświadczenie:

Lubię wyglądać tak, jak wyglądam, inaczej bym się przebrała. Fakt umieszczenia zdjęcia na portalu społecznościowym, nie jest jednoznaczny z prośbą o opinię na temat mojego wyglądu. Jeśli z jakiegoś powodu będę chciała znać tę opinię – zapytam o nią. Jeśli nie możesz pojąć, że ktoś może wygodę i dobre samopoczucie stawiać ponad dobry styl, potraktuj brak potrzeby podkreślania swojej atrakcyjności cenę, jako ułomność. Do osób niepełnosprawnych należy podchodzić z wyrozumiałością.

Udostępnij:

5 Comments

  1. Na rzazie nie spotkałam się jeszcze z hejtem w mediach społecznościowych, ale dopiero od roku jestem w nich obecna. Trudno mi sobie wyobrazić, jaka byłaby moja reakcja.

    Reply
  2. Zapadasz w pamięć :) Widziałam Twój post na FB pewnie z miesiąc temu, a poznałam od razu. I ten i kilka następnych :)

    Reply
  3. Jaka cudna sukienka! Sama Pani uszyła czy gdzieś kupiona?

    Reply
    • Sama :)

      Reply
  4. Brawo.W punkt napisane to co i ja myślę.Bardzo podobają mi się Twoje stylizacje.

    Reply

Odpowiedz na „wczerniAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>