Pokrowce na podnóżki szyte pod drzewkiem

Pokrowce na podnóżki szyte pod drzewkiem

 

W tym roku pierwszy długi majowy weekend przegapiłam. Nie wiem, jak to możliwe, ale zorientowałam się, że był, dopiero kiedy się skończył. Postanowiłam nie zrobić tego z długim czerwcowym weekendem, który w tym roku wyjątkowo przypadł w maju.

Wszystko działo się w Jaktorowie, gdzie ojciec mojej przyjaciółki ma zakład renowacji mebli. Ponieważ wielu znajomych prosiło ją o większe i mniejsze przysługi w doprowadzeniu do stanu używalności swoich staroci, postanowiła hurtowo się nami zająć i urządziła warsztaty. Każdy przyjechał ze swoim mebelkiem, dostał stosowne przypory, wśród których najistotniejszym był papier ścierny i mógł zająć się reanimacją tego, co przywiózł. Na warsztaty wybrałam się z mężem, ale odświeżyć chciałam podnóżki. Mąż zajął się nóżkami podnóżków, a ja postanowiłam uszyć na nie pokrowce. Maszynę rozłożyłam na ogrodowym stole w cieniu wielkiego drzewa, gdzie była zorganizowana kawiarenka. Na stole obok maszyny stała karafka sangrii, by umilać pracę i chłodzić w ten ciepły dzień. Osoby, które pracowały przy meblach przychodziły, gadały, wracały do swojej pracy. A ja szyłam. Całe pół godziny. Bo mój delikatny singerek złamał igłę na podwójnej warstwie gumki. Założenie nowej nic nie dało, bo odmówił dalszej współpracy. Odstawiłam go od tej pory i aż się boję sprawdzać, co właściwie się stało. Co miałam do zrobienia, zakończyłam ręcznie, a drugi pokrowiec uszyłam już w domu, na Janome, której grube warstwy niestraszne. Wydaje Wam się pewnie, że dziś piszę trochę chaotycznie, ale to najlepiej oddaje ducha tamtych dwóch dni.

Gadanie, jedzenie, trochę pracy, ognisko, a od rana znów trochę pracy, gadanie, gotowienie (zgłosiłam się na ochotnika), jedzenie i … powrót do domu.

Efektem są dwa podnóżki. Kupiłam je dwa tygodnie wcześniej, na OLX, używane, choć nie zużyte. Cieszyłam się jak dziecko, bo naprawdę trudno kupić ciekawe podnóżki za przyzwoitą cenę – szukałam ich kilka tygodni. Te miały jedną wadę – kolor. Brąz mlecznej czekolady, choć piękny,  absolutnie nie pasuje do naszego, dość chłodnego wnętrza. Konieczna była szybka zmiana. Wprawdzie wymarzył mi się na nie orientalny wzór w kolorze zielono-szarym, ale nic takiego nie mogę znaleźć, poszłam więc na kompromis. Wybrałam bawełnę w szary wzór, bo kawałek takiej tkaniny zalegał mi w szafie. Pasuje. Nie na tyle, bym była przekonana, że chcę mieć go na stałe, bo a nuż znajdę tkaninę jakiej szukam…. I tu kolejny kompromis. Zamiast zmieniać obicie podnóżków postanowiłam uszyć zdejmowane pokrowce. Podnóżek, jak sama nazwa wskazuje, służy do trzymania nóg. Znając mnie, pewnie od czasu do czasu będą to nogi w butach. Zdejmowany pokrowiec to najlepsze, co mogłam w tej sytuacji zrobić. Zawsze można zdjąć, wyprać i założyć ponownie. A jak się znudzi, uszyć inny.

przed obiciem też był łady.... szkoda, że nie pasował do mojego wnętrza

taka oto zmiana nastąpiła

Szycie ich to już banał. Wykrawamy odpowiedni kształt z tkaniny. Zszywamy boki, podszywamy brzeg by się nie strzępił i doszywamy gumkę, która ma około 2/3 obwodu taboretu. U mnie obwód to 160, a gumka 100 cm. Wszystko ładnie się trzyma, nic nie odstaje. Perfekcjoniści mogą przypiąć to jeszcze pineskami dla pewności. Ja nie przypinałam, bo pinesek nie posiadam.

a tak wygląda wykończenie

gumka zebrała nadmiar pod spód, a brzegi wyglądają ładnie i gładko

podnozek22

a tak prezentują się podnóżki z meblami obok których będą stały

 

 

Zapisz

Zapisz

Udostępnij:

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>