Sukienka, jak dla Włoszki – prawie.

Sukienka, jak dla Włoszki – prawie.

Dużo się mówi i pisze o stylu francuskim, a styl włoski jest ostatnio kompletnie pomijany. A szkoda, bo choć Francuski cechuje wspaniała nonszalancja i umiejętność doboru poszczególnych części garderoby, to poruszają się w ramach stworzonych przez bezpieczne fasony i kolory. I umówmy się, styl francuski jest unisex. Natomiast Włoszki…. one są kobiece, zmysłowe, ociekają seksapilem i kochają sukienki.

W sieci możemy znaleźć listę wyznaczników stylu Włoszek:

- kroje podkreślające biust i talię

- sukienki

- koronki

- wzory kwiatowe,

- czerń w połączeniu z czerwienia

- burza włosów, czasem upięta w pozornie niedbały kok,

- eyeliner na powiekach.

Nie wszystko do mnie przemawia. W mocno podkreślonych oczach wyglądam na zmęczoną. W kwiatach nie czuję się dobrze. W połączeniu czerni z czerwienią blednę jeszcze bardziej. To wszystko jest przeznaczone dla kobiet z intensywniejszą urodą i ciemniejszą karnacją. Natomiast te kroje…. są cudowne i dla wszystkich.

Włoszka kojarzy mi się z sukienką z koszulową górą i rozkloszowanym dołem. Koniecznie z krótkim rękawem i talią podkreśloną paskiem. Takie sukienki można oglądać we włoskich filmach sprzed 50 lat i sprzed 5.Włoskich filmów nie lubię, oglądam je właściwie tylko dla tych sukienek, no i dla dobrze ubranych Włochów. Mam wrażenie, że nigdy nie wychodzą z mody. Sukienki. Zmieniają się tylko detale. Ostatnio sobie taką wymarzyłam. Skoro już chodzę każdego dnia w kiecce, to warto mieć w szafie najzgrabniejszą sukienkę na świecie i podkreślić to i owo.

granatowa sukienka plus czerwone dodatki - takie zestawienia kolorystyczne lubię bardzo :)

granatowa sukienka plus czerwone dodatki – takie zestawienia kolorystyczne lubię bardzo :)

Znalazłam na papavero wykrój na „mroczną sukienkę”, ja jednak nazwałabym ją „upiorną”. Na zdjęciach papavero prezentuje się niepozornie. Liczyłam, że na żywo będzie lepiej. Uszyłam ją z dzianiny dresowej 100% bawełny, raczej mało elastycznej.Byłoby lepiej, gdybym wybrała inną, bardziej elastyczną dzianinę, choćby dresówkę z dodatkiem czegoś elastycznego, lub pliskę przy dekolcie zrobiła ze ściągacza. Mogłam też potraktować rękawy, jak z te z tkaniny i zamiast wszywać na płasko, dodała 2 cm szerokości główce rękawa do wdania. Na pewno układałby się lepiej. Niestety sukienka nie jest dopasowana do mojej figury, a dresówka jeszcze to podkreśla, marszcząc się w miejscach, gdzie powinno być więcej zaszewek. Na zdjęciach w pełnym słońcu bardzo rzuca się to w oczy. Na żywo gdy naturalnie się poruszam zdecydowanie mniej. Jednak na pewno przed kolejną próbą skorzystania z tego wykroju musiałabym nad nim trochę popracować. Sam wykrój polecam do wypróbowania. Jest łatwy, nie ma żadnych niespodzianek i trudnych momentów. Szyło się bardzo przyjemnie i szybko . Podstawowego modelu nie zmieniałam, a jedynie dostosowałam do swoich potrzeb: przedłużyłam (spódnica ma długość 70 cm) i wszyłam kieszenie w szwach bocznych. Dół wykończyłam „odszyciem”, podobnie jak w dżinsowej. Tam wygląda to świetnie, ale tutaj trochę się marszczy.

Mimo tego pewnego niedopasowania nie zamierzam jej chować na dnie szafy, ani się pozbywać. Mąż skomplementował, koleżanki też. Poza tym jest bardzo wygodna. I dobrze się prezentuje zarówno saute z tenisówkami, jak i do ładnych sandałków w towarzystwie dodatków. To świetna sukienka na co dzień. Polecam. A taką w prawdziwie włoskim stylu jeszcze sobie uszyję. Może już wkrótce.

tę sukienkę wolę jednak bez dodatków...

tę sukienkę wolę jednak bez dodatków…

Udostępnij:

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>